Trwa protest w tarnobrzeskim sądzie

W ramach trwającego od tygodnia protestu pracowników sądownictwa, protestują również pracownicy tarnobrzeskiego sądu. W wielu ośrodkach protokolanci, asystenci sędziów czy sekretarze biorą grupowo urlop chorobowy, podobnie jak wcześniej pielęgniarki i policjanci. 

W tamtych przypadkach nowa, dyskusyjna forma protestu okazała się skuteczna, przy czym względem dużych grup protestujących nie wyciągano konsekwencji, chociaż nimi na różnych szczeblach straszono.

Pracownicy sądownictwa to kolejna grupa zawodowa, która nie ma prawa do strajku, stąd nietypowe formy protestów. Ostatnie deklaracje wiceministra sprawiedliwości brzmiały medialnie jak obietnica minimalnej podwyżki (po 200 zł brutto od nowego roku i dodatkowe premie przed Bożym Narodzeniem), przez pracowników zostały odebrane jednak jako szantaż, bo obiecane wcześniej premie świąteczne mieliby dostać uznaniowo tylko pracownicy, którzy nie mają problemu z frekwencją, czyli z założenia ci, którzy nie protestują. Podobne groźby powtarzane były również na niższych, lokalnych szczeblach.

W mediach pojawiały się informacje, że wobec niskiej frekwencji niektóre sądy płacą 500 zł za dzień umowy zlecenia i wysyłają kierowców po osoby które zgodzą się protokołować na sali rozpraw, nie stawiając przy tym standardowych warunków.

Wobec tej sytuacji w Tarnobrzegu, podobnie jak w wielu innych miejscowościach, protest przyjął formę wyjścia przed budynek sądu w trakcie 15-minutowej przerwy na posiłek.

Średnie wynagrodzenie w sądownictwie nie wygląda źle, wynika jednak przede wszystkim z wysokich stawek dla sędziów i referendarzy, podczas gdy szeregowi pracownicy wciąż wspominają ostatnią przyzwoitą podwyżkę z czasów… premier Hanny Suchockiej. Przy wieloletnim zamrożeniu pensji w budżetówce i braku kompleksowego planu wynagradzania strefy budżetowej, pracownicy sądów domagają się podniesienia wynagrodzeń niezależnie, jako kolejna grupa branżowa.