Czesław Schabowski „Tama”

Trafiła w moje ręce kolejna powieść Czesława Schabowskiego, tym razem jedna z pierwszych, bo wydana w roku 1947 „Tama”. Nazwa Tarnobrzeg, czy Dzików nie pojawia się w książce ani razu, ale mamy Wisłę, klasztor, synagogę, hrabiego Tamowskiego, pomnik Kilińskiego na rynku, las Sarninki, Towarzystwo Gimnastyczne „Orzeł, a w pobliżu jest Sandobrzeg, Pokrzywnica, czy Magów. Brzmi znajomo?

Skąd ta Tama? Pewnie jednak od Tamowskich/Tarnowskich, właściwie cała różnica to przerwa między pierwszą, a drugą laską litery „m”. Po co? Ta nazwa ma jednak znaczenie symboliczne.

Po załączonych skanach łatwo można poznać autora. Mimo, że „Nie ma ulicy Zielonej” wydano 25 lat później, a „Mój przyjaciel goj” aż 43 lata później, to język i tematyka wiele się nie zmieniała.
Spotykamy również znanych z innych tytułów bohaterów – rodzinę Czaplewskich, która pojawiła się później w „Zbóju Lasowskim”, czy „Na wylotówce”. Dopiero w MPG autor opisuje dzieciństwo i stosunki rodzinne pod swoim nazwiskiem, bo że książkowi Czaplewscy pochodzą od rodziny Schabowskich, widać wyraźnie po porównaniu postaci i ich dziejów.

Akcja „Tamy” rozpoczyna się w momencie gdy Sławek Czaplewski udaje się do ochronki, a kończy wraz z nagłym, spowodowanym młodzieńczym buntem, zakończeniem jego edukacji. Tło historyczne bardzo bogate w wydarzenia – I Wojna Światowa oraz najbliższe lata przed nią i po niej. Środowisko – jak w pozostałych pozycjach – tarnobrzeska biedota, ze swoją codzienną walką o kolejny dzień.

O ile treść, styl opisywania codziennych wydarzeń znacząco się nie zmienia na przestrzeni lat, o tyle możemy u autora zaobserwować zmieniające się oceny tych samych wydarzeń. W „Nie ma ulicy Zielonej” z dużym zaangażowaniem opisuje wydarzenia Republiki Tarnobrzeskiej. Tutaj lekko się po nich prześlizguje, inna jest też ocena przywódców, szczególnie księdza Okonia.

Największa zaleta twórczości Schabowskiego to żywy język ulic i pól okolicznych sprzed ponad 100 lat. Barwne opisy, klimat – kręgle i karty w kasynie, Wisła wiecznie żywa, uliczne sporty i walki, szkoła i pierwsza spowiedź, wojenna codzienność, stosunki społeczne i „Tama”, którą tak trudno przekroczyć, nawet gdy woda mocno wzburzona. Tego nie ma w książkach historycznych, bo być nie może. Pozycja wyraźnie poważniejsza niż „Zbój lasowski”, czy „Mój przyjaciel goj”, ale humoru nie brakuje. Przeczytać warto. Trzeba się czaić, bo tytuł stosunkowo rzadko jest dostępny.

Uprzedzę od razu pytania – nie zanosi się na wznowienie.
Książkę wydało wydawnictwo St. Jamiołkowski i T.J. Evert Sp. z o.o. w Łodzi.
Na pierwszej stronie widnieje dedykacja dla Juliana Przybosia, który podobno miał duży udział w namówieniu Czesława Schabowskiego do pisarstwa.
Pojawia się także zapowiedź powieści „Samopas” – drugiego tomu z cyklu „Tama”, która niestety nie ukazała się drukiem.

You May Also Like