Ciężkie tornistry uczniów!  Na dół

  • Dlaczego tornister dziecka które waży 30kg potrafi ważyć 8-9kg?
    Czy ktoś chce zrobić z dzieci kaleki?
    Do każdego przedmiotu jakieś niepotrzebne ćwiczenia.
    Kiedy będą szafki w szkole na przechowanie niektórych rzeczy?
  • Pamiętam że premier Tusk obiecywał tablety zamiast podręczników jakieś 10 lat temu. Miały wejść ostatecznie około 2011 roku. O ciężkich tornistrach mówią wszyscy od zawsze. Czy problem jest po stronie nauczycieli, których wymagań nie da się ominąć, tylko trzeba wszystko mieć i w domu i w szkole, po stronie wydawnictw, czy dyrekcji szkół? Ostatecznie wszystko odbija się na dzieciach.
  • Potwierdzam, tornistry są stanowczo za ciężkie! Podnoszę je czasami a nawet ważę. 6-8 kg to średnia waga!
  • Kiedyś książki były na innym papierze, z cienszymi okładkami. Dzisiaj kolorowy kredowy swoje musi ważyć. Taka reforma edukacji i postęp techniczny. Zresztą kiedyś dziecko nosiło długopis, 3 ołówki i linijkę. Dziś sam piórnik potrafi ważyć kilogram.
  • W poniedziałek obchodzony był Dzień Tornistra. Z tej okazji pani Zalewska w jednej z podstawówek na warszawskim Bemowie ważyła tornistry. Wszystko wyszło cacy bo uczniowie mieli wziąć do szkoły tylko zeszyty. icon_smile Przypomina mi to czasy , kiedy przed sekretarzem jedynej partii tamtych czasów jechały świnie, żeby tylko wizytacja wyszła dobrze. icon_smile



    Edytowany przez alek o 03-10-2018 - 20:43.
  • Szafki w szkołach to jeszcze Giertych obiecywał jak był ministrem edukacji.
  • Każda władza przed wyborami coś obiecuje, a później słowa nie dotrzymuje, ot taka przypadłość naszej polskiej demokracji. Ale to my rodzice powinniśmy się zebrać i rozliczyć władzę z obiecanek. Jeżeli by dyrekcja szkoły dostała na piśmie skargi od rodziców na brak szafek i zbyt ciężkie plecaki to musiałaby z tym coś zrobić, wymóc np. na urzędzie miasta aby takie szafki zamontować, skolei miasto musiałoby się postarać o środki w ministerstwie itd., a tak wszyscy pomarudzimy sobie trochę, wybory przejdą, a żyć dalej jakoś trzeba. Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że odbywa się to kosztem naszych dzieci.
  • Szafki to problem techniczny, tak naprawdę najprostszy do rozwiązania. Ale takiej woli tak naprawdę nie ma.
    Ciężkie tornistry to efekt systemu, w którym przeładowany program wymaga wykonywania niemałej części pracy przez ucznia w domu.

    Coraz bardziej wydaje mi się to absurdalne. Zwłaszcza zadawanie na weekendy jest wkurzające. Jeszcze w szkole średniej to rozumiem, to już całkiem duży człowiek, jego przodkowie w tym wieku w fabryce po naście godzin robili, więc i on może się pomęczyć. Zwłaszcza, że męczy się kierunkowo.

    Ale dzieci powinny mieć czas na odpoczynek od szkoły. Moje taki wolny czas dzielą między marnowanie czasu, hobby i obowiązki domowe - i każda z tych aktywności wydaje się bardziej wartościowa niż spędzanie kolejnych godzin przy lekcjach. A jak są zadania domowe, to książki trzeba nosić w tę i z powrotem.

    U znajomej w Norwegii w pierwszych klasach podstawówki praca domowa miała zajmować maksymalnie pół godziny. Jak dziecko jest bardzo zdolne - max pół godziny. Jak nie ogarnia zupełnie - max pół godziny. To już nauczyciela praca, żeby każdy się wyrobił. A jak zajmie dłużej, rodzic pisze nauczycielowi uwagę na ten temat.
  • Zupełnie nie zgodzę się z iv w tej kwestii. Nic nowego i lepszego nie wymyślisz od tego co było sprawdzone przez 10-lecia w Polsce i odkrywanie na nowo Ameryki może tylko obniżyć poziom edukacji. Książki były zawsze i muszą zostać. Byćmoże książki powinny być dzielone w tomach ,lub w wersjach skróconych, w miniaturkach tak by ważyły mniej.Zostawianie w szafkach szkolnych spowoduje że dzieci które obecnie czytają o wiele mniej niż 20 lat temu przestaną w ogóle czytać, a za to będą siedzieć już cały dzień w smartfonach. Szkoła jest obecnie ostatnią deską ratunku przed uzależnieniem od internetu i jeśli to olejemy ,puścimy samopas to dzieci zostaną wchłonięte całkiem w ten nałóg, może w ogóle przestaną chodzić do szkoły ,bo podobno wszystko można znaleźć w internecie i nie potrzeba książki w domu,niech leży w szafce szkolnej.
    Jeśli chodzi o wolny czas,rozłożenie,czas na naukę ,czas na zabawę,tutaj znowu wszystko zależy od rodzica. W dzisiejszych czasach nie ma czegoś takiego jak "własne hobby dziecka" ,czy "własny wybór". A to właśnie dlatego ,że presja mediów elektronicznych jest tak silna że jeśli rodzic nie podejmie żadnego działania,to dziecko jest pochłanianie przez to samo co jego rówieśnicy. I można nawet zrobić sondę ,co robią dzieci bez nadzoru rodziców i wyjdzie nam że 99% tychże odwiedza dokładnie te same strony www,te same aplikacje,te same kanały youtube, robią dokładnie to samo i żadne nie ma własnych,oryginalnych zainteresowań, takich jakie miało dawniejsze pokolenie.
    Rolą rodzica jest wyrobić w dziecku umiejętność przeciwstawieniu się tej presji po to by odnalazło faktyczne zainteresowanie i tutaj są różne organizacje,zajęcia dodatkowe ale najlepiej jest jeśli rodzic sam spędza kreatywnie czas i robią coś wspólnie.
    Szkoła ma dziś bardzo pod górkę,nauczyciele muszą walczyć i błagać dzieci by otworzyły książkę ,przeczytały,nauczyły się czegoś innego niż to co podsuwa mainstreem z internetu.
    Norwegia nie jest żadnym autorytem jeśli chodzi o kulturę ani edukację,to kraj gdzie naprawdę relacja rodzica z dzieckiem,wpływ rodzica jest tak bardzo ograniczony ,edukacją zamuja się tylko instytucje państwowe ,odsetek samobójstw ,depresji jest bardzo wysoki. Ogólnie poziom edukacji jest wyższy ale sposób wyznaczenia tego poziomu jest inny niż w Polsce ,ale to inny temat.
    Wracając do tornistrów, każdy z nas takie nosił. Policzmy sobie,ile z nas ma skrzywione kręgosłupy z tego powodu? Czy są takie osoby? Wiadomo że nikt,bo przyczyną jest nie tornister tylko siedzący tryb życia,brak sportu uprawianego przez dzieci,częste zwolnienia z WF-u ,niezdrowy tryb życia. Kręgosłup nie będzie prosty jeśli dziecko przez 6 godzin dziennie będzie siedzieć przed komputerem grając w CS-go ,Fortnite czy LoL .Nie ma szans,a wina leży tylko po stronie rodzica.
  • Mądrze prawisz, Andriu. Ostatnio uczeń 3 gimnazjum poprosił mnie o... otworzenie butelki wody mineralnej. Chłopak wyrośnięty, dobrze zbudowany i nie ma siły odkręcić butelki. Takie pokolenie nam wyrosło. U nas są szafki ale tylko dla dzieci 1-3. Ostatnio niepokoi mnie jedna sprawa. Rodzice nie rozmawiają ze swoimi dziećmi! Mam dyżury w szatni. Przychodzą po pierwszaki. Pomijam już to, że nie powiedzą: dzień dobry ( jakoś to przeżyję). Ostatnio zwróciłam matce uwagę. Synek opowiadał jej z przejęciem, co robili na j. polskim. Krzyknęła na niego, by się nie odzywał, tylko szybko ubierał. Gdy to się powtórzy kilka razy, dziecko zamknie się w sobie. Niby mi przyznała rację. Trzeba w tym zwariowanym świecie znaleźć czas na wysłuchanie swoich pociech. Moje dzwonią do mnie codziennie a są na 5 roku studiów. Zawsze mieliśmy dla nich czas i to teraz wraca do nas. Troszkę odpłynęłam od tematu, ale w zdrowym ciele zdrowy duch. Dzieci czasami noszą za dużo rzeczy. Na przykład dwa piórniki, parasol sprzed tygodnia, puste butelki, kilka brudnopisów, jakieś bajery( karty, segregatory z obrazkami), strój od wf, kiedy go nie ma, podręczniki i zeszyty, gdy nie ma takich przedmiotów w danym dniu. Trzeba skontrolować czasem plecaki pociech, tych starszych też. Półki można zorganizować w zwykłych meblach, to tylko kwestia pomysłu i dobrych chęci oraz współpracy rodziców ze szkołą. Plecak nie powinien przekraczać 10% wagi dziecka. Dzieci z moje klasy ważą ok. 40 -50 kg a plecaki mają niestety po 6-7 kg. Powinny ważyć maksymalnie 4-5 kg. Pozdrawiam.
  • Może trzeba zacząć z szafkami dla najmłodszych klas podstawówki?
    To najmłodsze dzieci ważą najmniej a noszą dużo w tornistrach.
    Koszty nie będą tak duże a i miejsce się pewnie znajdzie.
    Takimi właśnie sprawami powinni zajmować się włodarze miasta.
    To czasami małe, drobne usprawnienia pomagają znacznie w codziennym życiu.
    Tarnobrzeg może być pierwszy.
  • Najlepiej zrobicie, jeśli zgłosicie ten problem do pani Krukurki, która w kampanii solennie obiecywała, że zajmie się tym. Teraz można sprawdzić jej skuteczność, którą tak podkreślała. Jest w końcu dyrektorem Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie, więc nie ma lepszej osoby w mieście, która tym może się zająć. Co w końcu ma więcek do roboty?
  • O tu jest odpowiedź co trzeba zrobić icon_smile https://www.youtube.com/watch?v=AV8h4wx3sX0

This list is based on users active over the last 60 minutes.