Tysiące kilogramów żywności dla powodzian

136 tysięcy kilogramów żywności zgromadzonej w tarnobrzeskim Banku Żywności trafiło już do powodzian z Tarnobrzega, Gorzyc oraz Mielca. Z całej Polski przyjeżdżają tiry z produktami żywnościowymi dla osób poszkodowanych w powodzi.

– Bank Żywności w Tarnobrzegu powstał 6 lat temu. Była to rozsądna decyzja – mówił podczas dzisiejszej konferencji prasowej Czesław Łuszczki, prezes tarnobrzeskiego Banku Żywności.

– Naszym zadaniem statutowym jest zbiórka żywności i przekazywanie jej najuboższym mieszkańcom regionu. Pod opieką mamy 22 tysiące osób z terenu Niska, Mielca i Tarnobrzega, które co miesiąc otrzymują 6 kg żywności. Okazało się, że jesteśmy bardzo potrzebni zwłaszcza w sytuacjach klęsk i tej powodzi, która dotknęła nasz region.

W pierwszych dniach powodzi w magazynie BŻ było zgromadzone ponad 200 ton żywności. Od razu uruchomione zostały służby, które odbierały żywność i przekazywały powodzianom za pomocą łódek, pontonów czy amfibii. Żywność przekazywana była również ochotnikom ratującym wały.
– Do tej pory wydaliśmy 136 tysięcy kilogramów żywności. Z tego 15 tys. kg zostało przekazane powodzianom w Mielcu, 52 tys. kg przekazaliśmy na cała gminę Gorzyce, a 57 tys. kg trafiło do tarnobrzeżan. Żywność otrzymujemy spontanicznie. Oprócz zgromadzonych zapasów zakupionych przez Unię Europejską w ramach programu pomocy, spora cześć zasobów pochodzi od ludzi dobrej woli, którym w imieniu wszystkich powodzian pragnę serdecznie podziękować. Z ofertą pomocy pierwszy zgłosił się do nas Bank Żywności we Wrocławiu przekazując 20 ton żywności. Zanim poszedł Olsztyn, który przekazał 2,5 tony. Bank Żywności w Pile przekazał nam już 35 ton żywności i w dalszym ciągu organizuje pomoc zapowiadając, iż w przyszłym tygodniu zostanie zorganizowany transport 24 ton paszy przekazanych przez sołtysów z rejonu Piły. W sobotę, 25 ton żywności, którą otrzymaliśmy z Banku Żywności w Siedlcach od razu przekazaliśmy do gminy Grębów.

Podczas konferencji prezes Łuszczki wymieniał firmy, które już przekazały żywność dla powodzian. – Sto dwadzieścia trzy i pół tony żywności przekazała Agencja Rynku Rolnego. Cały tir wody mineralnej Cisowianka dotarł do nas z Nałęczowa Zdroju. Miejski ośrodek pomocy rodzinie w Przemyślu przy pomocy PCK, PKPS-u i poprzez właścicieli sieci Piotruś Pan zorganizował spontanicznie zbiórkę żywności zbierając jej ponad 10 ton. Również w Nisku oraz Pysznicy delikatesy „Centrum” uzbierały ponad 300 kg żywności ofiarowanej przez ludzi. Dzisiaj dojechała również dostawa z Włocławka od firmy Rieber Foods Polska, która przekazała w sumie ponad siedem i pół tysiąca kilogramów dań gotowych typu fasolka po bretońsku, pulpety, gołąbki. Do akcji włączyła się także firma „Nestle Polska” ofiarując 25 ton swoich słodkich wyrobów, które trafią do najmłodszych powodzian. Bank Żywności w Siedlcach zaoferował także przysłanie pięciuset kompletów ubrań drelichowych, czyli ocieplanych kurtek i spodni – mówił prezes Łuszczki.

Zastępca Prezydenta Miasta, Wiktor Stasiak podczas spotkania z dziennikarzami pytany był o spory pomiędzy mieszkańcami Sobowa o rozdawaną żywność. – Jeśli chodzi o negatywne emocje miedzy ludzkie powstałe przy okazji wydawania żywności, to takie sytuacje zawsze się zdarzają, chociaż miejmy nadzieje, że będzie ich niewiele. Niestety taka jest natura ludzka. Często brakuje solidarności między ludźmi w tych sprawach. W Sobowie dla każdego potrzebującego żywność była, więc nie było potrzeby stania w kolejce od godzinach porannych. Sobie znanych powodów ludzie jednak stali od rana w kolejkach licząc, że dostaną coś lepszego. Dysponowana żywność była dla każdego w tym samym asortymencie. Nie było tak, że najpierw rozdawano tyrolskie, a potem pasztety. Nie ukrywam, że jest to trudny temat i nie ma na niego idealnej recepty. Trzeba docierać z pomocą adresową, natomiast pomoc tego rodzaju jest możliwa wtedy, kiedy ci ludzie są w domach, kiedy można do nich dotrzeć. Jednak kiedy wydajemy produkty w punktach zbiorowych, wśród ludzi może dochodzić do różnych zdarzeń. Generalnie oceniam, że nie było wielkich incydentów czy sytuacji związanych z agresją. Oczywiście między ludźmi padały różne słowa, ale do jakichś trudnych sytuacji nie dochodziło – zakończył Wiktor Stasiak.