Z nieodległej historii prasy lokalnej

Na powyższym zdjęciu 2 tytuły, 4 numery, a w 3 z nich pojawiam się jako redaktor naczelny. Zarówno „Tarnobrzeg Plus”, jak i „Kurier Tarnobrzeski” okazały się efemerydami, ale to było nowe interesujące doświadczenie.

„Tarnobrzeg Plus” powstał zanim wymyślono wszystkie pisowskie „plusy”. Pismo, wydawane przez stowarzyszenie „Niezależni Razem” miało być – powiem wprost – pomysłem na promocję kandydatów w wyborach lokalnych zanim te wybory zostaną ogłoszone i zanim rozpocznie się kampania. Tak jak i samo stowarzyszenie, było przede wszystkim instrumentem na połączenie postaci i stowarzyszeń, w tym Esteki i JK Kotwica. Stowarzyszenie rozwijało się dynamicznie i wszystko wyglądało dobrze, do momentu aż jeden z liderów NR, nie dla wszystkich spodziewanie, okazał się jednocześnie kandydatem na fotel prezydenta miasta z ramienia PSL. Dalszą część wspomnień od strony polityczno-stowarzyszeniowej zostawię dla siebię, a tymczasem wrócę do gazety.

Sam nie pamiętam jak to się stało, ale w piśmie „Tarnobrzeg Plus” zostałem redaktorem naczelnym. Założeniem, jak to w takich gazetach, było utrzymywanie pisma z reklam. Koszt druku w machowskiej drukarni Echomedia nie robił dużego wrażenia, podobnie jak dystrybucja, częściowo rozliczana w barterze. Pierwszy numer miał perspektywy, podobnie jak cała inicjatywa i mogło z tego wyjść coś na dłużej. Drugi numer był już typowo wyborczy, a ja, złożywszy urząd zająłem się tylko składem.

Mimo wszystko cała akcja z „Tarnobrzeg Plus” była cennym doświadczeniem, stąd pomysł na wysokonakładową (17.000 egzemplarzy!), bezpłatną, rozprowadzaną pod wszystkie adresy w mieście gazetę, utrzymującą się z reklam. I tak powstał „Kurier Tarnobrzeski”. I znów nie pamiętam jak to się stało, ale wspólnie z jednym z forumowiczów o nicku kekkerot zaczęliśmy knuć z nową inicjatywą prasową.

W przeciwieństwie do TP założenie było żeby trzymać się z daleka od polityki lokalnej. W piśmie miały pojawiać się pozytywne informacje z Tarnobrzega, relacje i wywiady. W numerze pierwszym był to wywiad z ówczesnym prezesem klubu KS Siarka Grzegorzem Ciszewskim, w numerze drugim z lokalną piosenkarką Bożeną Mazur. Nie było polityki lokalnej, ale była polityka ideowa. W cyklu „Łotr po lewicy & Łotr po prawicy” przestawialiśmy z Krzysztofem Miśkiewiczem odmienne spojrzenia na temat numeru, np. płacę minimalną czy progresję podatkową.

Jeśli chodzi o finansowanie, to było lepiej niż się można było spodziewać. Już pierwszy numer wyszedł blisko zera, a drugi numer był na plusie. Czyli do zarabiania było już całkiem blisko. Ze względu na dużą ilość innych zajęć, żeby wkład własny ograniczyć do minimum, teksty czy wywiady zlecaliśmy na zewnątrz, na zasadzie outsourcingu, korzystało więc również lokalne środowisko dziennikarskie. Dlaczego zatem pojawiły się tylko dwa numery?

Przyczyny były trzy:

  • ograniczony rynek reklamodawców i pojawiające się opóźnienia w płatnościach
  • mimo wszystko zajmowało to sporo czasu, a wychodzenie na zero lub na papierowy plus nie było wystarczającą motywacją
  • w tym samym czasie wystartowała inna bezpłatna gazeta lokalna, ukazująca się zresztą do dzisiaj.

Ostatni punkt to w sumie zabawna historia. Kiedy wrzucaliśmy na FTP drukarni pierwszy numer gazety, okazało się, że są tam otwarte dla wszystkich foldery z innym plikami i zaczęliśmy je z kekkerotem z ciekawości przeglądać. W ten sposób trafiliśmy na… wydawany w tym samym czasie i w tej samej drukarni pierwszy numer „Naszego Miasta” – tytułu który ukazuje się do dziś i mogliśmy go poczytać zanim został wydrukowany 🙂 Pojawiła się przy okazji zabawna (nie dla wszystkich) sytuacja, bo na pierwszej stronie „Naszego Miasta” była zamieszczona domena wydawnictwa, która… jeszcze nie została zarezerwowana. Pominę szczegóły zamieszania, które z tego wyniknęło. „Nasze Miasto” pewnie też było w jakiś sposób zainspirowane „Tarnobrzeg Plus”, ale już np. założenia dystrybucji były inne.

Co było dalej?
Po jakimś czasie pojawił się nowy tytuł „Tarnobrzeska Gazeta Ogłoszeniowa”, wydawany przez kolejnego z forumowiczów. Gazeta działała trochę dłużej, zarabiała na siebie i była przedsięwzięciem zupełnie jednoosobowym. Szacun!

W ostatnich latach pojawił się interesujący pozytywny tytuł „Tarnobrzeg Tu Żyjemy”, ale niestety to również przeszłość. Mam również jakąś wiedzę o innych tytułach i przymiarkach, jeśli ktoś chciałby porozmawiać o know how, miał jakieś pytania, to nadal jestem do dyspozycji.

A w polityce?
W kolejnych wyborach pomysł został podłapany przez dużą część komitetów i za 4 lata prawie każdy wydawał swoją gazetę. Najwięcej pojawiło się pewnie „Tarnobrzeskiego Niecodziennika”, który skupiając się na negatywnych emocjach (zupełnie inaczej niż „Tarnobrzeg Plus”) na pewno wpłynął na wynik wyborów. Mam w archiwum parę numerów „Mojego Miasta Tarnobrzega”, gazetkę Norberta Mastalerza i Wiktora Stasiaka, gazetki festiwalowej „Nowy Brzeg Nowa Fala”, trochę się tego nazbierało.

Podsumowanie: papier wszystko przyjmie, ale w Internecie łatwiej coś poprawić 🙂 1:0 dla Internetu.